piątek, 21 czerwca 2013

Kolejne trzy lata bujania w obłokach

Nie wiem, kto inicjował te wszystkie pomysły. Kto to akceptował? Po prostu nie mam słów. Jakim prawem chcą z tak zdolnych ludzi zrobić ludzi jeszcze zdolniejszych? Dziwne rzeczy się dzieją.

Dobra. Ale od początku. Jak wiadomo, w naszym liceum praktycznie z każdym rocznikiem przychodzi coś nowego. Tak, więc… Nie chcę rzucać nazwiskami, ani nic, ale ktoś sprawił, że wspaniały rocznik ’97 będzie mógł uczęszczać do naszego liceum na profil hutniczy. A, nie, przepraszam – lotniczy.

Na własne oczy widz… znaczy… W każdym razie rozmawiano przy mnie o tym. Sporo ludzi pragnie zostać pilotami. Do tego trzeba predyspozycji, ambicji i wytrwałości. Nasza szkoła będzie oferowała w ramach lekcji 60 godzin przedmiotu Teoria do licencji PPL (Private Pilot Licence).

Jak to będzie wyglądać od strony praktycznej? Z tego co się orientuję sporo informacji znajduje się TUTAJ. A już we wrześniu zaczną na mnie wypisywać różne dziwne rzeczy z lotnictwem związane i odezwę się w tej sprawie. Póki co muszę kończyć, zaraz znowu będą skrobać po mnie kredą. Cóż… byle do emerytury. Adieu.
Tablica ogłoszeń

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rekrutacja trwa!

Jak co poniedziałek, nadszedł najgorszy moment w moim wiszeniu na ścianie. Pewnie zastanawiacie się, co takiego strasznego może być w tym zajęciu. Otóż w każdy poniedziałkowy poranek jedna z pań nauczycielek przypina na mnie jakieś kartki. To są chyba jakieś ważne informacje… Ale w sumie, co to mnie obchodzi? Przecież to chyba logiczne, że mnie to łaskocze? Chyba niestety nic z tym nie da się zrobić… No ale słuchajcie! Wiszę tak sobie, próbując dać do zrozumienia tej Pani żeby już sobie poszła, a tu nagle przychodzą dwie dziewczyny. Zupełnie nie przejmując się moją obecnością, zaczęły rozmowę:

- Wiesz co? Moja młodsza siostra oznajmiła dzisiaj przy śniadaniu, że chce przyjść do Wańkowicza! I od razu zaczęła się wymądrzać „a wiesz, że o przyjęciu ucznia do szkoły ponadgimnazjalnej, decyduje zarówno suma punktów z egzaminu gimnazjalnego, jak i punkty za świadectwo?” – też mi nowina.

- A wie już jaki profil wybierze? Informatyczny, humanistyczny, lingwistyczno – dziennikarski, medyczny, matematyczno-fizyczny, a może odważy się na klasę z Maturą Międzynarodową?

- Chyba jeszcze się nie zdecydowała. W sumie jest dobra i z polskiego i z matmy, a dobrze wiesz, że cokolwiek wybierze, indywidualne podejście naszych nauczycieli, pomoże jej określić, co chciałaby robić w życiu. 

Tablica ogłoszeń

środa, 29 maja 2013

Artyści, aktorzy, twórca, de Burca

Jako tablica w auli Prywatnego Liceum im. Melchiora Wańkowicza z dumą muszę orzec, że od lat stanowię nieodłączną część szkoły, która raczej nie zdziwi mnie już niczym. Jednak ten artykuł napiszę na prośbę mojego serdecznego przyjaciela – tablicy do mazaków w nowej części naszej szkoły. Swoją drogą, kredowych biedaczków już niemal wszystkich pozwalniali, tablice do mazaków jeszcze jakoś się trzymają, ale głównie panują teraz (w tym momencie odchrząknęłabym, gdyby nie fakt, że tablice nie chrząkają) Multimedialne Tablice Interaktywne. Jak tak dalej pójdzie niedługo hologramy nam zamontują!

W każdym bądź razie kolega od mazaków mówił o pojawieniu się przedmiotu takiego, jak Drama. Jest to dodatkowy przedmiot dla chętnych uczniów klasy Pre-DP. A jego historia jest długa. Najpierw ,,chętni’’ poznali Peadara de Burcę – irlandzkiego aktora, scenarzystę i reżysera, który w Polsce znany jest z artykułów w Gazecie Wyborczej. Pisze o życiu emigranta w Polsce – jak część ,,chętnych’’ sobie wyguglowała. 
 
Pierwotnym składem było sześć osób. Zuza Lelek, Agata Goli, Martyna Mol, Karolina Wichowska, Paulina Walkowicz i Mateusz Viru Barczyk. Pan de Burca prowadził z nimi rozmaite improwizacje, ucząc ich postępowania na scenie. Gdy wyszedł z pomysłem, by zrobić jakąś sztukę, którą pod koniec roku wystawiliby w teatrze, wszyscy byli wniebowzięci.

A wtedy zaczęły się komplikacje. 
 
Pierwsza sztuka, jaką wybrali była interpretacją filmu. Nie pamiętam, co to było dokładnie, jakiś film o biznesie z Edem Harrisem. W każdym razie pięć dziewczyn miało grać starszych mężczyzn. Po dłuższym czasie odrzucili scenariusz.

Potem pojawił się „Breakfast Club”. Bardzo dobry pomysł, bardzo dobry film o młodzieży. Wszystkim się to spodobało. Próby trwały już miesiąc. Na każdych zajęciach jednak kogoś brakowało, co dziwiło pana de Burce.

W końcu okazało się, że nagle trzeba uczyć się tekstów. Pracować. Część nie tego chciała. I tak dwa miesiące przed wystawieniem sztuki Martyna Mol, Agata Goli, Zuza Lelek oraz Mateusz Viru Barczyk zostali z niczym.

Sztuka na cztery osoby? Coś takiego nie istnieje!” – chcieli powiedzieć.

Okazało się, że choć nigdy nie została odegrana, istnieje. I to po polsku. Napisał ją Mateusz Viru Barczyk i pod czujnym okiem Peadara de Burcy przełożył na angielski.
O czym to jest? Niech to pozostanie tajemnicą. Jak wyjdzie? To jest tajemnicą dla samych aktorów, acz praca wre. Chodzą plotki, że to coś kontrowersyjnego. Czekam na relacje z teatru Korez w czerwcu 2013 roku.

A, właśnie, tablica od mazaków kazała coś przekazać. Tak więc zapraszam wszystkich zainteresowanych. Spektakl nazywa się ,,Meet the Death’’. Prawdopodobnie 5 czerwca, Teatr Korez, godzina zostanie podana. Po wszelkie informacje proszę zgłaszać się do aktorów.

A co złego to nie ja. Jestem tylko tablicą. 

Tablica w auli 

czwartek, 16 maja 2013

Ale jaja, trzeci maja!

Obchody święta trzeciego maja odbyły się 26 kwietnia 2013 roku. Takie rzeczy to tylko w Prywatnym Liceum im. Melchiora Wańkowicza.  

Cóż, nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało. W sumie jako tablica w auli niewiele mam do gadania. W każdym razie największy ubaw miałam, jak przez cały dzień trwały przygotowania do przedstawienia. Trudno jednoznacznie wskazać reżysera sztuki, albowiem cała reżyseria opierała się na walce tego całego scenarzysty – Vira oraz Pani Moniki Czai. Oboje nie byli zbyt czuli na wzajemne uwagi, więc całość wyszła nieco psychodelicznie.

Najbardziej zdziwił mnie fakt, że wszystko wyszło tak dobrze, mimo, że nie mieli ani jednej próby, w której nie przeszkodziłby im jeden z reżyserów.

Ale powtarzam: całość wypadła naprawdę nieźle. Została przedstawiona historia dwóch kolegów, z których jeden jest antypatriotą, a drugi naprawdę lubi swój kraj. I nasz antypatriota (w tej roli wspaniały, niezrównany Olek ,,Olo’’ Walkowicz) musi napisać esej na temat ,,Czy podpisanie Konstytucji Trzeciego Maja było korzystne dla Polski’’. Zarzeka się on, że na historię chodzi wyłącznie przez chęć dostania się na prawo.

W pewnym momencie, nie wiedzieć skąd, do stolika dosiadają się różne postaci historyczne. Stanisław August Poniatowski, Caryca Katarzyna II, a także sam Lech Wałęsa i wspólnymi siłami uświadamiają naszemu bohaterowi zalety Polski.

Finalnie okazuje się, że nie wiadomo już, czy był to zbawienny sen, czy prawda, aczkolwiek nasz bohater przestaje już narzekać na naród. Czyż to nie jest wzruszające?

Spektakl poprzedzała przemowa Pani Dyrektor Jolanty Kałuży. Później, po odśpiewaniu hymnów, Pani Dyrektor skorzystała z okazji ogłoszenia laureatów różnych konkursów. Nie chcę być drobiazgowa, ale powiem tylko, że jak sobie to wszystko przekalkulowałem, to wychodzi na to, że co dziesiąty uczeń wygrywa prestiżowy konkurs lub olimpiadę.

Zdolne te dzieciaki. A i szkoła jest naprawdę porządna. Mam szczęście, że tutaj trafiłam! Tymczasem dyndam sobie dalej na ścianie i czekam na więcej przedstawień i innych atrakcji.

Tablica w auli

czwartek, 9 maja 2013

Przemyślenia o ToK-u

Nie mogę dojść do siebie po długim weekendzie. Było tak spokojnie, a teraz tyle się dzieje. Za dużo. Zbyt nagła zmiana. Ciągle trzeba coś robić, wokół panika, matury, dyskusje o tym, na jaki iść kierunek studiów, w jakim państwie, mieście. A ja myślami dalej jestem na majówce i najchętniej byłabym sama w pustej sali. Chociaż z drugiej strony z dzieciakami zawsze jest ciekawiej i czas szybciej płynie. Tak właściwie nie mam na co narzekać!

W czasie ostatnich kilku dni, przed całym zamieszaniem sporo myślałam o przedmiocie nauczanym w mojej sali. Theory of Knowledge (Teoria Wiedzy lub tak zwany „ToK”) to jeden z najbardziej kontrowersyjnych przedmiotów istniejących w programie Matury Międzynarodowej. W końcu szkoła, jak każdy zapewne wie, służy między innymi aby wiedzę zdobywać. Od dawna zastanawia mnie więc fakt, że skoro uczniowie praktykują ten zwyczaj już od dawna, dlaczego dopiero teraz uczą się, jak się uczyć; czy też uczą się o uczeniu się nauki?

Pierwszy rozdział podręcznika, który często widzę w dłoniach uczniów: „Co próbujemy zrobić?”. Nicholas Alchin – autor – na dobry początek proponuje listę cytatów, próbujących dzieciaki naprowadzić na trop. Pośród Martina Luter Kinga, Konfucjusza i da Vinciego trafiają na mniej znanego Williama Safire'a, twierdzącego: „Never assume the obvious is true” („Nigdy nie przypuszczaj, że oczywiste jest prawdą”). Osobiście uważam, że stanowi to wspaniały wstęp do nauki o nauce nauki nauczania. Zawiłe? To dopiero początek! Nie takie rzeczy na mnie pisano!

Alchin w swym wstępie uzasadniającym sens nauczania tego nietypowego przedmiotu twierdzi, że potrzebujemy uzasadnionych, prawdziwych poglądów, by móc coś nazwać wiedzą. Następnie stawia w swej prostocie niezwykle trudne pytania: Skąd wiesz, że coś jest prawdziwe? Który z twoich przedmiotów szkolnych jest najbardziej wiarygodny i dlaczego? Ale to dopiero początek zabawy w świecie zagadek filozoficznych i krytycznego podchodzenia do każdej informacji. 

Nauka Teorii Wiedzy podzielona jest na siedemnaście rozdziałów, takich jak Nauki przyrodnicze, Sztuka, Matematyka, Racjonalizm, Uczucia, emocje i intuicja, Etyka, Nauki społeczne, Historia, Empiryzm, Paradygmaty i kultura, Język, Polityka, Religia oraz Prawda. Podczas kursu wymagane jest prowadzenie ToK Journal, stanowiącego cotygodniową relację z prywatnych rozważań na temat przedmiotu – opis filmu, piosenki czy wydarzenia z życia, połączony z daną sferą wiedzy i naszymi rozmyślaniami. Często wyświetlali na mnie takie swoje relacje. Zajęcia urozmaicają historie, artykuły, prezentacje, utwory, czy sytuacje „z życia wzięte” powiązane z danym zagadnieniem. 

Sądzę, a wiem, co mówię, bo sporo widziałam, że Theory of Knowledge to niezwykle wartościowy przedmiot. Subiektywne, niezależne podejście do tematu, a także do bólu logiczne rozumowanie to dwie z rzeczy, które żadnemu wykształconemu człowiekowi nie powinny być obce.

Tablica „ToK”

piątek, 26 kwietnia 2013

Przygotowania do przedstawienia

Ach, życie tablicy w auli Prywatnego Liceum im. Melchiora Wańkowicza nie jest takie łatwe. Chciałoby się spokojnie podyndać, ale nie, nici z tego, bo przecież muszą miliony eventów urządzać i hałasować. Ostatnio to już w ogóle przesadzają. Jakieś przedstawienie robią, coś o trzecim maja bodajże. Jeśli dobrze słyszałam robią to na dniach otwartych gimnazjum. Będą se tu, phi! S z t u k ę wystawiać.

Jak przyszli po raz pierwszy, to w ogóle nie wiadomo było, o co chodzi. Nauczycielka historii Monika Czaja, wraz ze słynnym panem Mareczkiem Dykierem przeprowadzali casting wśród uczniów. Ostateczny skład jest śmieszny. Mam nadzieję, że było to zamierzone.

Co do samej sztuki, została napisana ponoć przez jednego z uczniów. Wołają na niego Viru (cóż za idiotyczna ksywa). Mówią, że pisze wszystko. Mówią, że jest dobry, ale powszechnie wiadomo, że wybierają go, bo pisze za darmo. A w dodatku robi potem za pomoc techniczną.

Przedział wiekowy aktorów jest szeroki. Na koszulce jednego z nich, bodajże Kamila, widziałam wspaniały symbol Szkoły Jak Dom. Z kolei znana wszystkim zabiegana Karolina Hentisz, która tutaj gra wiedźmę (też nie ogarniam, co mają wiedźmy do święta trzeciego maja) jest już w drugiej liceum… Przepraszam, w pierwszej DP! Tak, jest różnica. Ponoć. Z tego, co mówią wynika, że ci z dopiskiem DP mają w życiu trudniej.

Jak zawsze, gdy to Pani Monika robi casting, jakaś dziewczyna musi grać faceta, albo odwrotnie. W tym przypadku także mamy Zuzę Lelek grającą starca. I ten Viru też chyba kogoś gra, niekoniecznie faceta. Taka mała wejściówka, jak Tarantino normalnie.

Mają też wspaniałego Olka Walkowicza. Co jak co, ale po przedstawieniu to on będzie podpisywać autografy.

Szymon Grodski gra grubego Polaczka jakby był stworzony do tej roli. A, i jest jeszcze motyw ze śpiewaniem. Dominika Jończyk, skromna dziewczynka bierze mikrofon. Nie można pominąć tu pani Kasi, która zajmuje się klawiszami. W każdym razie Dominika bierze mikrofon, a to, co z nim czyni, robi wrażenie. Normalnie o mało ze ściany nie spadłam, jak śpiewała.

Kolejną perełką jest Martyna Mol i jej taniec. Jeśli wszystko wyjdzie, to będzie spektakularny show.

W każdym razie trzymam kciuki… A, sorry, tablica nie ma kciuków. No cóż, życzę powodzenia. Byle się te próby skończyły.

Tablica w auli

środa, 24 kwietnia 2013

Czy szkoła zabija kreatywność?

Szkołę każdy traktuje inaczej. Dla jednych jest to wyłącznie smutna konieczność. Ja na przykład muszę wisieć i służyć swą powierzchnią. Dla innych – jedyny kontakt z rówieśnikami i światem. Są tacy, którzy korzystają z każdej okazji wymknięcia się zza krat edukacji, uważając ją za indoktrynację. Inni mawiają: ,,Szkoła jest moim życiem’’.


To właśnie zagadnienie stanowiło temat debaty, która odbyła się w naszej szkole w czwartek 11 kwietnia 2013 roku. Wybrani uczniowie z klasy Pre-DP (erudytka Karolina Oleś, znana Zuzanna Łozowska, wspaniała Agatka Goli i niezrównany Michał Długosz) usiłowali przekonać swych przeciwników, iż szkoła kreatywność zabija. Jednak wszechstronna Zuzanna Buszman, genialna Sarah Weronika Mangold, niezłomna Julia Wójcik i kontrowersyjny Patryk Popenda bronili swego poglądu o wpływie szkoły na rozwój ich kreatywności.


Drużyna Pre-DP bardzo sprawnie prezentowała swoje poglądy. Michał Długosz wspomniał o czasie, jaki musimy poświęcić na szkolną edukację, której znaczna część nic w nasze życie nie wnosi. Agata Goli mówiła o przedmiotowych ograniczeniach, powtarzając twierdzenie, mówiące, iż w tych czasach szkoła uczy, jak wszystko wiedzieć i nic nie umieć. Przemowę Zuzanny Łozowskiej porównałabym zaś do solówki gitary basowej. W sensie… Niewiele z tego zrozumiałam.


Karolina Oleś wszystko podsumowała. W swej przemowie, co ważne, nie prezentowała poglądu ,,Nie, nasi przeciwnicy nie mają racji i koniec’’. Karolina wręcz przyznała im rację w niektórych kwestiach, lecz zaprezentowała także poglądy, które rzeczywiście czynią szkołę barierą kreatywności. Powiedziała słusznie, iż tytuł człowieka i wykształcenie, jakie zdobył nie zawsze odpowiadają w tych czasach zasobom zdobytej wiedzy. Mogłaby to zapisać złotymi zgłoskami na mojej białej płaszczyźnie.


Argumenty drużyny przeciwnej również nie były pozbawione sensu. Niebiesko włosy Patryk Popenda wraz z Julią Wójcik skupili swoje argumenty wokół ogólnie pojętej edukacji, uważając wiedzę podstawową za konieczną do zapłodnienia kreatywności.


Przemowa Weroniki vel Sary była dla mnie godna zapamiętania, albowiem wymieniła ona uczniów naszej szkoły, którzy wiele dzięki tejże szkole osiągnęli (wśród wymienionych znaleźli się właśnie Zuzanna Buszman i Michał Długosz).


Jednak prędzej czy później musiało stać się to, co się stało. Mikrofon trafił w ręce Zuzanny Buszman i nagle nagłośnienie się naprawiło, jej głos włączył High Quality, a ton sprawiał, że każdy miał podświadomą ochotę przyznać jej rację, choćby przeczyła teorii heliocentrycznej.


Zuzanna zyskała nieformalny przydomek „Prezydentka Świata” i po raz kolejny dowiodła jego słuszności. To prawda, Zuzanna Buszman osiągnęła wiele. Powiedziała jednak, że nie osiągnęłaby tego, gdyby nie nasza szkoła.


Później były kłótnie, które jak zawsze sprowadzały się do ogólnego niezrozumienia i odpowiadania pytaniami na pytania. Debata zakończyła się zwycięstwem pierwszej DP. Ale czy oznacza to, że szkoła jednoznacznie wspomaga kreatywność?


Niestety, nie brałam udziału w owej debacie, lecz korzystając z okazji pragnę na koniec spisać wnioski, jakie z niej wyciągnęłam. Mówiąc o ludziach, z chęcią posłużyłabym się przykładami, acz wolę nie urażać niczyich poglądów. Powiem więc tylko, iż są ludzie, którzy dla swej kreatywności szkoły potrzebują. Są i tacy, którzy jej nie potrzebują, ale jednak ona ich kreatywność podbudowuje. Nie brak jednak i takich, którym to właśnie szkoła stoi na przeszkodzie, by rozwijać kreatywność.


Cóż… Wszystko zależy od człowieka. Grunt to być kreatywnym.  

Tablica w auli